Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Węgry 23-30.08.2017

Nocleg w winie

27-08-2017

Z Mad ruszamy na samą północ do granicy ze Słowacją. Wynalazłam tam jaskinie, wpisane na listę Unesco. Kawałek drogi przed nami, ale akurat zdążymy na czas i na godzinę wchodzimy do jaskini. Dobrze, że Maciej cofnął się po bluzy, bo zapowiadane 10 stopni wewnątrz dało się odczuć. Mieliśmy nawet objaśnienia po polsku na karteczce i dzięki temu wiedzieliśmy o czym opowiadał miejscowy przewodnik. Przetrwaliśmy całą trasę. W tutejszych budach znaleźliśmy także coś do przekąszenia, jakoś nie mamy szczęścia do węgierskiej kuchni, ta tutaj wydawała się bardzo tradycyjna i lokalna, był langosz i zupa rybna, nawet palatschinki czyli naleśniki, ale to chyba nadal nie to czego szukamy. Jest zbyt ciężka i tłusta, a ja bym dodała zbyt paprykowa, ale tego należało się przecież po Węgrzech spodziewać.

Podjedzeni ruszamy dalej do miejscowości Miskolc Tapolca, tu wyczytałam wzmiankę o kąpielisku w jaskiniach, co by nam się ładnie komponowało z jaskinią, którą dopiero co widzieliśmy. Jest niedzielne popołudnie i upał niesamowity kąpielisko znajdujemy nawet dwa, ale tłumy, które widać przez płot nas zniechęcają, udaje się nam zabierając dzieciaki na lody odwieść je od pomysłu kąpieli w tym miejscu.

Do miejsca gdzie zatrzymujemy się na nocleg dzieli nas zaledwie pół godziny drogi. Mieszkamy przy granicy z Egerem, czyli nadal pozostajemy na winnym szlaku.

Nasz domek dzisiaj to mały bungalow dla czwórki, z dwoma łóżkami na antresoli. Jesteśmy jak okiem sięgnąć otoczeni tylko winem, z czego najbardziej cieszą się dzieci bo podjadają winogrona prosto z krzaczków i ja bo robię zdjęcia jak oszalała. Maciej chyba też się cieszy, choć musimy sobie przeorganizować trochę plany na wieczór.

Nie mamy tutaj restauracji tylko lokalne wino produkowane przez miejscową winnicę, do tego zamawiamy jedzenie na wynos z dowozem i ucztujemy przy widoku przetaczającej się daleko burzy takiej widowiskowej z piorunami.

Kilka grubych kropli deszczu spada też u nas, a my mamy jedną ze ścian otwieraną na pilota niczym brama garażowa czyli jakbyśmy spali jedną nogą na dworze. Przyjemne to rozwiązanie.

Rano wprawdzie nie możemy wyprostować kości, bo materace do wygodnych nie należały i nie możemy sobie przez chwilę znaleźć miejsca, ale tylko przez chwilę.

Ranek w winnicy wygląda równie okazale.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: