Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wakacje w Kostaryce 21.06-8.07.2018

Długa droga do raju

21-06-2018

Grunt to dobre pakowanie

Tegoroczne wakacje spędzimy na Kostaryce. I choć  to pora deszczowa z wielu względów nie możemy przesunąć tego wyjazdu w czasie. Zatem spakowani ruszamy na lotnisko, rezerwując bilety z dużym wyprzedzeniem udało się nam znaleźć lot z Poznania, co znacznie nam ułatwia komunikację. Zostawiamy auto na parkingu przy lotnisku i zmierzamy do odprawy. Zdziwiona pani dokładnie liczy nas i nasze bagaże, po raz kolejny udało się nam zmieścić wszystkie niezbędne rzeczy w zaledwie dwie walizki. A tym razem przezornie śledząc prognozy pogody zaordynowałam zakup nowiuteńkich kaloszy i te teraz wypchane majtkami i skarpetkami lecą z nami.

Przesiadka we Frankfurcie

Lot pierwszy mija nie wiadomo kiedy, to ten krótszy, czasu na przesiadkę nie ma zbyt wiele, ale znowu nie na tyle mało, żeby gnać choć jak to na lotnisku we Frankfurcie trzeba zawsze mieć mały zapas by pokonać kilometry między terminalami.

Zmiana strefy czasowej

Na pokładzie maszyny do San Jose niezbyt tłoczno, pojedyncze wolne miejsca za chwilę zostaną zajęte przez szczęśliwców siedzących tuż obok. 12 godzin w samolocie to jeden z najdłuższych lotów, ale i ten minie nam dość szybko, dobry wybór programów i gier, nowych filmów i Mundial live. Posiłki, przekąski, trochę snu i o 18 lądujemy w San Jose. Niestety wielka zmiana czasu nam nie pomaga, a tym razem to aż 8 godzin. Radzimy sobie jednak dzielnie choć oczy nam się zamykają. Dzieciaki dzielnie dotrzymują nam kroku. Kontrola paszportowa nader sprawna i bardzo konkretna, bagaże nas na chwilę zatrzymują, przed wejściem do hali przylotów już czeka na nas pan, który zamawia dla nas busik i zabiera do biura wypożyczalni samochodów. Tu jak zwykle trochę formalności, ale jesteśmy jedynymi klientami więc i to przekazanie auta przebiega dość sprawnie. Zaskakuje nas duży ruch na drodze, jest czwartek godzina 20:00 a tu tłoczno niczym w godzinach szczytu. Musimy też trochę wpasować się w nurt płynących tu samochodów, zasady ruchu drogowego dość luźno funkcjonują tutaj na drogach. Bezproblemowo z nawigacją wcześniej wgraną do telefonu docieramy na miejsce. Widoki o tej porze jak w większości miast latynoskich, raczej niska zabudowa, koniecznie wszędzie płot otoczony drutem kolczastym, mało ludzi na ulicach, wyjątek stanowią garkuchnie, tutaj w większości zapraszające na kurczaka z rożna. Nam jednak nie jedzenie a spanie w głowie.

Docieramy do hotelu

Nad bramą odkrywamy duży szyld z nazwą naszego hotelu. W recepcji siedzi młody chłopak, który wydaje się być dość zdziwiony widząc nas u bram. Mimo mojego potwierdzenia rezerwacji on u siebie w systemie nas nie znajduje. Wydaje się nam nawet mało grzeczny i mało sympatyczny. Rezerwacji nie ma, to powtarza już dwukrotnie, ale ani razu nie zbywa nas i nie odsyła mówiąc, na przykład, że mają komplet. Zatem siedzimy i czekamy co będzie dalej. Typowa maniana, dzieciaki śpią w  samochodzie. I dopiero kiedy chce załatwić wszelkie formalności z meldunkiem, płatnością i wypełnianiem kolejnych kwitków buntujemy się chcąc najpierw położyć dzieciaki do spania w łóżkach, a dopiero potem załatwić wszystkie niezbędne formalności. Pan daje się przekonać choć nadal jest nadąsany.

Kiedy schodzę z kartą i rezerwacją nawet wysila się ciut i przeprasza za kolegę, który nie wprowadził naszej rezerwacji do systemu, a tę on znalazł pod moim imieniem a nie nazwiskiem. Wszystko się jednak dobrze kończy, pokój jest dla nas gotowy, do tego bardzo przestronny i wygodny, ciepła woda, wentylator – nic nam więcej nie potrzeba.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: