Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wakacje w Kostaryce 21.06-8.07.2018

Pora na nurkowanie

05-07-2018

Gotowi na wyzwanie

Chyba jesteśmy wyspani, to się dopiero okaże. Śniadanie dzisiaj z zakupionych wczoraj produktów smakuje wybornie, jest musli z mlekiem, kawka, kanapki z serkiem – wszyscy najedzeni wysmarowani kremem ruszamy do miasteczka. Tu spotkanie w centrum nurkowym, dostajemy sprzęt, zabieramy wszystkie nasze rzeczy i idziemy do łodzi. Zapowiada się piękne niebieskie niebo i sporo atrakcji. Żeby jednak wejść do wody na nurkowanie musimy dopłynąć do Wyspy Cano, do której mamy około godziny, to nie jest dobra wiadomość dla Macieja, nie zachwyca Go wizja godziny pośród fal, jednak dzielnie znosi podróż. Aż do momentu, kiedy nasi przewodnicy nie zatrzymują silników na środku oceanu i wskazując coś na środku wody uparcie zachęcają do wstania i patrzenia. Okazuje się, że zobaczyli wieloryby.

Spotkanie z wielorybami

Ja będąc już wcześniej na specjalnych wycieczkach poświęconych szukaniu wielorybów wiem czego się należy spodziewać i nie mam złudzeń wyglądając teraz przede mną całego wieloryba, wielu jednak ze współpasażerów łakomie przeczesuje toń wody by móc zobaczyć całego wielkiego zwierza. Wreszcie po chwili wyraźnie widać kawałek płetwy, za chwilę podpływamy bliżej i widać, że to matka i maluch obok, który nie potrafi jeszcze nurkować aż tak głęboko i wyraźnie widać go wyłaniającego się ponad powierzchnię wody.

Ale frajda, dla naszych dzieci to pierwsze wieloryby w ich życiu. Maciej błagalnym wzrokiem szuka zrozumienia w sercach wycieczkowiczów, że wieloryby są ok ale płyńmy już dalej. I jego prośba choć nie wyartykułowana głośno zostaje wysłuchana, płyniemy.

Podwodne życie

Pierwsze zejście do wody na środku oceanu, widać korale, są ryby i to całkiem spore i jest ich dużo mamy jeszcze niesamowitą atrakcję czyli żółwie morskie. Te chyba najbardziej przykuwają uwagę wszystkich zebranych, długo pływają pod wodą, są bardzo ciekawskie, pozwalają się niemal dotknąć nogami by za chwilę wynurzyć się ponad powierzchnię wody i łapczywie chłepcąc powietrze.

Mamy za chwilę jeszcze jedno nurkowanie, a pomiędzy krótką przerwę na jednej z plaż, gdzie uiszczamy opłatę wjazdu do parku narodowego.

Eko-toaleta

Tutejsza eko toaleta jest wielkim zaskoczeniem, najpierw dzieciaki wbiegają w krzaki a potem Maciej i wszyscy wychodzą zafascynowani machając, żebym i ja dała się namówić na „siku w krzakach”. Okazuje się, że jak tylko ktoś przystanie na chwilę plaża zaczyna się rozpełzać w każdym możliwym kierunku. Niesamowity widok, każda muszelka: mała, duża, chuda, gruba, poskręcana czy też prosta ma swojego lokatora i sobie wesoło pełza. Piękne przeżycie.

Lunch pod palmami

Po przerwie kolejne nurki także z łódki a potem powrót na wysepkę, gdzie poza plażowaniem czeka nas lunch. Wiem, że woda zawsze potrafi złamać każdego jeśli chodzi o głód, podobno woda „wyciąga” ale nie tylko dlatego jedzenie podane na stoliczku pod palmą kokosową smakuje wybornie. Zwykłe, proste, powtórka z naszych spostrzeżeń po raftingu – nie ma jak to sprawdzone przepisy serwowane tu od lat. Pewniaki kulinarne, bez kombinowania i kuchni fusion w takim miejscu.

Po rejsie wycieńczeni ale i zadowoleni człapiemy do naszego hotelu. Teraz tym bardziej doceniamy nasz gwiazdkowy prysznic bo własny i pod ręką, czas na gry i zabawy a wieczorkiem przy zachodzie słońca kolacja z widokiem na plażę.

Koniec świata.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: