Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Rodzinna wyprawa do Egiptu 12-26.01.2019

Świątynia Izydy na File i wieczorne targi na bazarze

16-01-2019

Leniwy poranek, smaczne śniadanie

Ja rozpracowuje kącik na słodko oraz kącik specjałów lokalnych, Maciej specjalizuje się w mięsach, serach i jajach, dzieciaki to płatki, naleśniki i owoce, tym samym mamy cały bufet w małym paluszku. Umówiliśmy się z naszym kierowcą na transfer z Aswanu do Świątyni Izydy.

Wodne przeprawy

Najpierw musimy się przedostać z wyspy, na której jest nasz hotel do miasta. Czyli prom, czujemy się już mocno obeznani, więc idzie nam bardzo sprawnie. Potem kilka kilometrów i jesteśmy znowu w przystani promowej. Tu kupujemy oficjalne bilety na zwiedzanie świątyni, lecz by się do niej dostać musimy jeszcze kupić bilety na łódź motorową. Znałam ceny orientacyjnie z blogów czy informacji znalezionych w Internecie i spodziewałam się kwoty ok. 120 funtów, zupełnie kątem oka czytam informację nad okienkiem z biletami oznajmiającą, że cena biletu nie zawiera przejazdu łodzią. Coś mnie tknęło i zadałam pytanie panu kasjerowi ile może kosztować motorówka. Pan powiedział bez chwili zawahania 150 funtów. Pewna swego ruszam z całą rodziną do łodzi. Tu kolejka i pan dyrygujący ruchem, czyli nie można sobie wybrać łodzi trzeba czekać na kogo wypadnie. Nam trafia się mała łódka i pan, który jak tylko wejdziemy do łodzi pyta nas oczekując potwierdzenia, że wiemy, iż cena przejazdu to koszt dodatkowy, który nie jest zawarty w cenie biletu. To wiemy, ale kiedy na moje pytanie ile za łódź, a pan na to 300 funtów, jestem gotowa wysiąść. Nienawidzę takich sytuacji, rozumiem 180 funtów czyli koszt przejazdu plus nieunikniony bakszysz ale podwójna cena przyprawia mnie od razu o wypieki na twarzy. Pan widzi, że mocno zawyżył cenę, staje na 150 plus bakszysz, a i tego nie jestem pewna po niefortunnym początku naszej znajomości.

Płyniemy do świątyni Izydy na File

To jedna z tych niesamowitych wielkich budowli starożytnego Egiptu, która została w latach siedemdziesiątych pocięta na kawałki, by ze swego oryginalnego miejsca leżącego zaledwie kilka metrów od obecnej wyspy zostać przeniesiona wyżej. Kiedy zapadła decyzja o budowie Wielkiej Tamy Asuańskiej kilka wspaniałych budowli zostałoby kompletnie zatopionych i na zawsze przykrytych wodami Jeziora Nasera. Przy ogromnym zaangażowaniu i udziale między innymi naszej polskiej misji archeologicznej udało się przenieść kilka takich świątyń. Dzieciaki nie mogą uwierzyć, że tego dokonano, rzeczywiście patrząc jakich rozmiarów jest ta świątynia trudno w to uwierzyć. Pierwsze miejsce na naszej trasie, gdzie widać turystów, niezbyt wielu ale kilka małych grupek zwiedza świątynię.

Pogoda cudna, słońce i błękitne niebo. Jednak po zwiedzaniu File zawieszamy plany wyprawy do kolejnej świątyni w Kalabszy. Wracamy do miasta. Wyciągam ściągę na której mam zapisane wszystkie nazwy dobrych jadłodajni.

Dzisiaj ryby

Rzeczywiście restauracja jest mała i przytulna. Pan kelner, który jest zaskoczony nazwą ryby, z której słyną, a której nie ma w karcie od razu traktuje nas jak stałych klientów. Pyszne ryby, owoce morza, wyżerka na całego. Najedzeni i zadowoleni wracamy do hotelu bo dzieciaki już nie mogą doczekać się basenu.

Pogoda sprzyja, woda podgrzewana, jacuzzi, nawet Zosia kusi się na małą kąpiel.

Wieczorny spacer

Na zachód słońca wybieramy się do wioski nubijskiej położonej na naszej wyspie, zanim znajdziemy wyjście z naszego hotelu to trochę trwa, kiedy boczkiem i wąską półką skalną dotrzemy na miejsce okazuje się, że wioska już ułożyła się do snu, nie ma nikogo, pojedyncze osoby pojawiają się w wąskich uliczkach. Zarzucamy pomysł zwiedzania wioski, słaba oświetlona nie jest wielką atrakcją.

By jednak nie skończyć dnia bez mocnego akcentu wybieramy się z dzieciakami na bazar. Olek upatrzył sobie sarkofag, a Basia wielbłąda. Musimy przeprawić się najpierw przez Nil do miasta, potem wejść na bazar i odnaleźć nasze stoiska z konkretnymi pamiątkami. Udaje się nam to dość szybko. Targujemy się, Olek już zrozumiał na czym polega targowanie się i dzielnie uczestniczy w show pokazując na palcach proponowaną kwotę, a kiedy pan sprzedawca nie chce na nią przystać demonstracyjnie wychodzi ze sklepu, by za chwilę być zawołanym i sarkofag zostaje zakupiony.

Z Basi wielbłądem idzie nam podobnie sprawnie, choć Basia nie bardzo rozumie ideę targowania i gotowa jest zapłacić kwotę podaną przez pana, musimy nad nią jeszcze popracować. Ja chciałabym jeszcze powędrować po suku, by zrobić zdjęcia, dzieciaki chcą wracać do domu, zatem odprowadzam je do promu i same płyną do przystani, a potem idą do hotelu.

Kolorowy suk

A ja zapuszczam się w uliczki, gdzie sprzedaje się owoce i warzywa, gdzie piętrzą się wielkie głowy kapusty i wspaniałe truskawki, bo sezon w pełni. Udaje mi się wypatrzeć piekarnię. Sprzedawca widząc mnie zaprasza do środka, by zobaczyć produkcję chleba na żywo, wielkie dzieże z zaczynem, potem tace z mąką i wreszcie piec. I momentalnie świeże chlebki wychodzą na tacki splecione z pojedynczych patyczków i ułożone przed sklepem są momentalnie rozchwytywane przez kolejkę akurat samych mężczyzn.

Wracam i ja do hotelu. Jeszcze kino i zapadamy w sen.

 


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: